Od lat obserwuję, jak programy zmieniają się z narzędzi w automaty do pobierania opłat. Funkcja, która była przyciskiem, staje się abonamentem. Okno z rezygnacją ma trzy pytania i jeden mały szary link. Aplikacja do notatek chce wiedzieć, gdzie jestem.

Nie mam wpływu na to, jak robią to inni. Mam wpływ na to, jak robię ja. Stąd te zasady.

01

Płacisz za program, nie za dostęp do własnych rzeczy.

Abonament ma sens tylko tam, gdzie coś naprawdę kosztuje mnie co miesiąc, na przykład serwer. W pozostałych przypadkach płacisz raz i masz.

02

Żadnych sztuczek w interfejsie.

Przycisk „anuluj” anuluje. Rezygnacja jest tak samo łatwa jak zapisanie się. Nie ma zegarów odliczających fałszywe promocje.

03

Twoje dane zostają twoje.

Zbieram tylko to, bez czego aplikacja nie zadziała. Nie sprzedaję danych i nie wysyłam ich „partnerom”, bo żadnych partnerów nie mam.

04

Twój czas to nie mój wskaźnik.

Nie mierzę sukcesu tym, ile minut spędzisz w aplikacji. Dobry program pozwala zrobić swoje i go zamknąć.

05

Funkcje dodaję, gdy są potrzebne.

Nie dokładam niczego tylko po to, żeby uzasadnić wyższą cenę albo nową wersję. Czasem najlepsza aktualizacja to poprawki błędów.

06

Zarabiać można. Uczciwie.

Nie mam nic przeciwko pieniądzom. Mam coś przeciwko zarabianiu na tym, że komuś trudno odejść.

Czym Respectware nie jest

  • Nie jest licencją ani certyfikatem. Nikt tego nie sprawdza poza mną i tobą.
  • Nie jest ruchem open source. Moje aplikacje mają zamknięty kod i to jest w porządku.
  • Nie jest manifestem przeciwko zarabianiu. Chcę, żeby moje programy na siebie zarabiały. Uczciwie.

Gdzie to widać

Na razie w Masto Don't. Kolejne aplikacje będą robione według tych samych zasad, a jeśli kiedyś którąś złamię, możesz mi to wytknąć.

Robisz oprogramowanie według podobnych zasad?

Napisz. Chętnie zobaczę, co robisz, i może podlinkuję.